Z serca SeksMisji

Prawo matki karmiącej.

Dziś również o seksualności, ale nie tylko seksualności dziecka. Dziś bardzo ważny dla mnie głos o seksualności mamy i dziecka, o szczególnej więzi między nimi i o tym, jakie wzajemne granice oboje mają do uszanowania.

Ponownie weszłam w rolę mamy. Kiedy byłam w ciąży, co chwilę pytano mnie, czy boję się porodu. Bałam się oczywiście, choćby ze względu oczywistej chęci ucieczki od bólu czy ze względu na ryzyko powikłań. Jednocześnie to nie poród był moim podstawowym lękiem. Najbardziej bałam się karmienia piersią. Pierwsza córka ze względu na szereg okoliczności nie doświadczyła ssania piersi mamy. Wiedziałam, że drugiej córce nie chcę i nie mogę tego dobra odebrać, jednak bardzo się bałam, że nie dam sobie rady.

Kiedy usiadłam do napisania tego posta, Hania miała 11 dni. Dziś ma już ponad miesiąc (tak, jeszcze nie ogarniam rzeczywistości) i mój lęk o kp jest jeszcze większy, niż kiedy byłam w ciąży. Jak się okazuje, pomimo przeczytania poradników laktacyjnych, rozmów z doradcą laktacyjnym i wiedzy osiągniętej na studiach seksuologicznych, nadal jestem zupełnie pogubiona w temacie karmienia piersią.

Do kobiet w ciąży dociera mnóstwo komunikatów o błogosławionym wpływie karmienia piersią na więź między mamą a dzidziusiem, na układ odpornościowy dzidzi i zdrowie mamy. Nie sposób temu wszystkiemu zaprzeczyć, choć nie wyobrażam sobie negatywnego wpływu karmienia mm na więź mamy i dziecka. Myślę, że w tym kontekście brak kp można szybko nadrobić przytulankami, kontaktem „skóra do skóry” i czystą matczyną miłością 🙂

Na forach internetowych czytam o matkach, które lwią duszą walczą o każdą kroplę mleka, by móc jak najdłużej karmić swoje dzieci. Czytam o matkach, które doświadczają wielkiej przyjemności płynącej z karmienia, rozczulają się przy tym, miękną ich serca. Cieszą się karmieniem na żądanie, martwią się, kiedy ich dziecko śpi pięć godzin i tyle samo nie ma go „przy cycu”. Tak samo mają się sprawy opisywane w poradnikach i na blogach, opisujących trudności karmienia jako sytuacje incydentalne, naturalne i niewarte uwagi… Przecież najważniejsze, że dzidziuś przybiera na wadze.

Być może to laurkowe podejście jest wynikiem poglądu, że nie ma sensu straszyć przyszłych mam. Ja również nie chcę nikogo straszyć. Jednocześnie bardzo żałuję, że nie przygotowałam się na pewne trudności, bo gdybym się na nie przygotowała, zapewne dziś byłoby mi znacznie łatwiej zaakceptować siebie w roli mamy karmiącej.

Moja córka przyszła na świat poprzez cc „na zimno”, którego ból w pierwszej dobie odebrał całą magię narodzin malucha – nigdy nie urodziłam sn, ale wiele mam twierdzi, że wtedy ta magia jest. Mimo wszystko, jestem jedną z tych mam, które mogą się cieszyć miłością do dziecka „od pierwszego wejrzenia”. To zapewne pomogło mi bardzo szybko rozhulać laktację – w trzeciej dobie Mała już zaczęła przybierać na wadze, a ja mogłabym wykarmić połowę oddziału. Panie doradczynie dumne, a ja zdziwiona, że moje co najmniej neutralne podejście do karmienia okazało się nie mieć znaczenia dla początku laktacji. Czyżby pomogła wypracowana zadaniowość? Nie mam pojęcia.

Oczywiście wiedziałam, że między trzecią a piątą dobą należy spodziewać się nawału pokarmu, ale nie miałam pojęcia, z jakim bólem dla moich piersi się to wiąże. Myślałam sobie „spokojnie, to minie”. Jedenasta doba i nie minęło. Bolało nadal. Jeśli mija, to na kilka dni, by ponownie uderzyć i zmusić mnie do podłączenia się pod laktator „do uczucia ulgi”. Wiedziałam też, czym jest zastój i jak sobie z nim poradzić oraz jak nie dopuścić do powstania zapalenia. Stosowałam się do zaleceń, zapalenia nie było, zastoje pokonane – bólu przy tym co nie miara. I wiedziałam, że moje brodawki muszą się zahartować, że bardzo ważna jest technika przystawiania dzidzi do piersi…ten ból towarzyszył mi trzy tygodnie. Przystawiałam Malutką, stosowałam „chwyt kanapkowy”, widziałam jak ładnie chwyta, słyszałam „k”, „k”, Mała przybierała na wadze…jedynie nie robiła rybiego dzióbka, a mnie pieruńsko bolało przystawianie. Maści lanolinowe, nawilżanie własnym mlekiem, wietrzenie piersi (powiedzcie sobie głośno „wietrzenie piersi” i usłyszcie, jak to okropnie brzmi…), ani nawet kapusta nie pomagała. Być może tutaj skumulowało się to moje nastawienie do karmienia? I jeszcze obkurczanie się macicy podczas karmienia – to dopiero męczący ból, na który zupełnie nie byłam przygotowana. Jak by nie było, nikt mi nie powiedział, że karmienie piersią to tyle fizycznego bólu.

Nie byłam przygotowana na to, że karmienie pozbawia kobietę intymności, a w moim odczuciu również kobiecości. Jestem zalana mlekiem, nie zdążam ze zmianami wkładek laktacyjnych, a po 11 dniach, nawet jak zaplamiłam stanik, to już nie zmieniałam go od razu. Podobnie z „podomowymi” ciuchami. Wciąż nie mam pojęcia jak nakarmić dziecko nie narażając odwiedzających nas gości na widok zupełnie nieładnie wyglądającej piersi, więc jak tylko mogę, to się chowam (również dlatego, że karmienie „wszędzie” narusza moją intymność). Jedyną narażoną na te widoki osobą jest mój partner, a to dla mnie i tak za dużo. Bo „wietrzę” te nieszczęsną stołówkę, dla zdrowia własnego, a choć piersi obfite, to daleko im do tych z okładek Playboya. Przykładam tę niepachnącą lawendą kapustę i syczę przy tym, bo zimna. Gmeram co chwilę w tym staniku, bo to nawilżam mlekiem, to smaruję maścią lanolinową. Podłączam się pod laktator, co przypomina plastikową trąbkę przy wysuniętej ze stanika piersi (to dopiero seks-appeal). I karmię tę moją Królewnę, a potem podnoszę do odbicia i tak chodzę z tą połową stołówki na wierzchu, bo lepiej nie tracić czasu i podnieść do odbicia od razu, żeby się nie ulało. Ot, taka to magia kobiecości, pochodząca z krainy mlekiem płynącej. Dupa, nie ma magii, nawet przy tak bardzo wspierającym partnerze, jak mój osobisty Luby.

Nie byłam przygotowana na totalne uziemienie. Naczytałam się Tracy Hogg i byłam pewna, że moje dziecko będzie jadło co trzy godziny, no może góra co dwie. Nie przyszło mi do głowy, że potrzebą takiej iskierki nie jest racjonalne gospodarowanie pożywieniem, a tulenie, ciumkanie, bliskość. Także każde nasze karmienie to taka mała walka o minuty ciągłego ssania, bo zasypia słodko bez sił, po czym budzi się za kilka minut i nadal jest głodna, bo kto by się w trzy minuty najadł…Rzucajcie kamieniami, ale moje dziecko dwa razy dziennie dostaje mleko mamy w butli, choć nie ukończyło jeszcze magicznych 6 tygodni. Inaczej bym zwariowała.

I jeszcze jedno, na co się nie przygotowałam. Nie przygotowałam się na „hormonalne zalanie mlekiem”. Karmiłam, płakałam, szukałam powodu łez i go nie znajdowałam. Miałam wyrzuty sumienia, że płaczę karmiąc, bo przecież każdy wie, że dziecko współodczuwa. Doskonale pamiętam pierwszy dzień bez łez – jaka ja byłam szczęśliwa. Już nie płaczę, oby tak zostało! Czy „hormonalne zalanie mlekiem minęło”? Nie. Funkcje poznawcze obniżone o połowę, nadmierna potliwość, huśtawki nastroju i ogólna dezorientacja towarzyszą mi do dziś.

Ciekawym i nie wiem, czy typowym doświadczeniem, jest dla mnie przestymulowanie dotykiem. Z natury jestem straszną przytulanką, a przy małej dzidzi ciągły dotyk ciepłego ciałka okazał się dla mnie momentami trudny. Kiedy mój Luby zabiera Małą do drugiego pokoju, abym mogła odespać, to leżę tak, aby nie dotykać własnego ciała. Mój brzuch, piersi, ręce – potrzebują oddechu.

Karmię piersią, ponieważ uważam, że odebranie tego mojej Córce wyłącznie z tytułu opisanego dyskomfortu, jest aktem nieposzanowania Jej potrzeb i granic. Jestem pewna, że moje dziecko tego potrzebuje. To nie oznacza, że oceniam mamy rezygnujące z kp, czy mamy, które z różnych przyczyn nie mają pokarmu. Nie oceniam (a nawet je rozumiem!). Oceniam siebie i z mojej perspektywy, gdybym odebrała Córce szansę doświadczenia ssania z moich piersi, czułabym, że zabieram Jej coś, co natura podarowała właśnie Jej, co należy do Niej i o czym powinna decydować Ona. Nie jestem jednak zbyt konsekwentna w swojej logice, ponieważ na tę chwilę, w aktualnych założeniach, daję mojej Córce pół roku na cieszenie się dobrodziejstwem natury. Po pół roku biorę pod uwagę już wyłącznie kpi. Choć jak wiadomo, wiele matek tak to planowało… 😉

Czy widzę cokolwiek przyjemnego w karmieniu piersią? Na dzień dzisiejszy nie. Moje dziecko dokładnie tak samo cieszy się otrzymując butelkę, co pierś, zakładam więc, że gdyby w butelce było mleko modyfikowane, to też by była uradowana. Z butelki zjada więcej, przy niej nie zasypia tak szybko. Fizycznie kp nie jest dla mnie miłe. Poczucie, że beze mnie moja Córka nie dostanie tego, co najlepsze, nie ponosi mojego poczucia matczynej wartości – ja i tak jestem dla niej najważniejsza, karmiąc piersią czy nie. Karmię, bo moja Córka jest człowiekiem i jestem pewna, że gdyby potrafiła mówić, powiedziałaby „mamo, chcę jeść mleko naturalne”. Karmię, bo natura nie dała tego pokarmu mnie, tylko mojemu dziecku. Karmię, bo czuję, że takie jest moje zadanie. Karmię, ale bardzo żałuję, że nikt mi wcześniej nie powiedział „karmienie piersią może okazać się dla ciebie potwornie trudnym doświadczeniem i to jest twoje prawo, żeby po prostu, po ludzku, nie lubić karmienia piersią”.

Jak sobie radzę, by przetrwać? Podczas karmienia rzadko koncentruję się na samym karmieniu. Mówię do Malutkiej, czytam książkę, odpisuję na wiadomości w telefonie. Oddycham głęboko, jestem bardzo spokojna. Czasami zamykam oczy i staram się skorzystać z chwili ciszy, układam plany. Moja córka współpracuje ze mną, nie potrzebuje szczególnego zainteresowania, kiedy je. Lada moment minie pierwszy miesiąc naszej naturalnej przygody i na razie nic złego się nie dzieje.

Jeśli nie lubisz kochana Mamo karmienia piersią, to nie daj sobie wmówić, że karmisz piersią gorzej. Szanując prawo dziecka, podajesz mu pokarm z piersi. Szanując swoje prawo, szczerze doświadczasz towarzyszących Ci uczuć, nie zaprzeczasz im i nie okupujesz ich wyrzutami sumienia.

P.S. Potrzebuję jeszcze troszkę czasu na ogarnięcie nowej rzeczywistości, ale SeksMisja nie umiera! Będę pisać i publikować jak tylko nasze życie nabierze jakiegokolwiek rozsądnego rytmu 🙂 Pozdrawiam ciepło!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *