Z serca SeksMisji

SeksMisja z Psychologiem apeluje…o moc! Tekst o biciu dzieci…

Znacie takie uczucie, którego nie można nazwać żadnym z wymienionych w katalogach uczuć, ale kryje się za nim wewnętrzny krytyk? Znacie takie myślenie, że to, co robicie, w co wkładacie serce, jest po prostu bez sensu? I wcale nie chodzi o ilość lajków czy informacji zwrotnych, nie…Chodzi o to, że na świecie dzieją się straszne rzeczy.

Rzadko zdarza mi się tracić aż tyle czas gapiąc się w telefon – wczoraj przeszłam sama siebie. Przeczytałam ponad 200 komentarzy na funpage’u poczytnego bloggera Blog Ojciec, który udostępnił swój komentarz do okładkowego tekstu pisma „Do Rzeczy” (rany, nawet nie wiedziałam, że takie pismo istnieje, byłam szczęściarą). Okładkowy tekst (którego nie czytałam), autorstwa Pana Warzechy, dotyczy bicia dzieci. Można to sobie nazywać klapsem i udawać, że istnieje jakaś różnica między klapsem i biciem, ale fakty są inne – tekst jest o przemocy wobec dzieci i wyraża poparcie dla stosowania przemocy jako metody wychowawczej.

Fakt, że taki tekst powstał i trafił na jakąkolwiek okładkę, jeszcze we mnie tak bardzo nie uderzył…pomyślałam „na szczęście społeczeństwo mądrzeje”. A potem zaczęłam czytać komentarze. I w tym miejscu mnie ZAMUROWAŁO.

Obrońcy bicia dzieci, wyssane z palca argumenty za stosowaniem cielesnych kar, apel o „równowagę” i wskazywanie negatywnych konsekwencji braku przemocy wobec dzieci. Zagadnienie przebadane, naukowo rozbrojone, opisane w setkach książek…i nadal otaczam się mnóstwem ludzi, którzy bicie dziecka w tyłek uważają za skuteczną metodę wychowawczą? Na jakim świecie żyłam uznając, że przemoc wobec dzieci jest wstydliwa, że rodzicielstwo jest już świadome, przecież czasy się zmieniły.

I od rana towarzyszy mi taka myśl, że ja codziennie zastanawiam się nad tym, jak promować szacunek do seksualności dziecka, jak edukować maluchy, jak wspierać rodziców w postępowaniu z dziecięcą seksualnością…a czy to wszystko ma prawo się udać, skoro tylu rodziców jeszcze nie dojrzało nawet do tego, by swoje dziecko uznać za posiadającego prawo do szacunku człowieka? Bardzo bym chciała powiedzieć, że tak, ale w takie dni jak dziś, kiedy przemawia przeze mnie wewnętrzny krytyk, mogę tylko podzielić się swoim niepokojem.

Chciałabym udzielić Wam wsparcia. Przecież wszyscy kochacie swoje dzieci. Nie dopuszczam do siebie myśli, że po tym, jak rodzic upokorzy czy uderzy swoje dziecko, czuje się dobrze. Jeśli dopuszcza się kar fizycznych (na szczęście jeszcze wierzę, że większości z Was to nie dotyczy), to musi być mu bardzo ciężko. Po pierwsze, nie radzi sobie z zaakceptowaniem swojego dziecka, nie radzi sobie z własnymi emocjami i jeszcze jest obciążony wyrzutami sumienia. Naprawdę nie palę tych rodziców na stosie…po prostu jest mi przykro, że oni i ich rodziny tego doświadczają. I tak się zastanawiam, jaka będzie ich reakcja, kiedy dziecko „da klapsa” mamie, tacie, czy innemu dziecku w piaskownicy… Jeśli bijecie swoje dzieci, ale bardzo chcecie to zmienić, poszukajcie pomocy. Sięgnijcie o Jespera Juula, wygooglujcie Pozytywną Dyscyplinę, posłuchajcie pogotowia rodzicielskiego na YouTube. Pomóżcie sobie w osiągnięciu szczęścia w roli mamy czy taty.

Rodzicom świadomym, cierpliwym i zdobywającym wiedzę szczerze gratuluję. Dajecie mi moc 🙂 Bardzo bym chciała, abyście potrafili to w sobie docenić, sobie podziękować, o siebie zadbać. Jeśli Wy potraficie, ale Wasz partner czy partnerka nie – podziękujcie im od siebie, dodajcie mocy. Niech się szerzy pozytywne wzmocnienie!

A ja…przeżyję dzisiejszą zadumę, a jutro mam nadzieję obudzić się z nową energią i odzyskać wiarę w sens tego, co tak bardzo lubię robić 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *