Seksuologia

O skaczących penisach i sromach – po co ta piosenka?

„Snoppen och snippan”

Oto siusiak w pełnym galopie,
Ten, kto nie ma majtek, dynda siusiakiem i pokazuje goły tyłek.
Cipka jest świetna, uwierz w to
Nawet u starszej damy wygląda elegancko.
Są tak różne, ale właściwie to taka sama rzecz.
Sikasz przez penisa albo cipkę, jeśli jesteś dziewczynką.
Siusiak i cipka to wspaniały gang.
Siusiak i cipka śpiewają nasz refren.
Siusiak i cipka mieszczą się w naszym ciele.
Wiszą i machają na małym ciałku.
Cipka jest świetna!
Baby I Love You!

Kilka dni temu na swoim funpage’u udostępniłam piosenkę „Snoppen och snippan” wraz z polskim tłumaczeniem. Piosenka nie jest nowością w tzw. internetach, ale tak się zdarzyło, że odkopałam ją w swojej pamięci właśnie teraz. Na mojej stronie, pod linkiem do piosenki nie było zbyt dużego odzewu, ale zostałam skutecznie zmotywowana przez Coachingowe Love do udzielenia komentarza o tym, co w moim sercu, kiedy widzę i słyszę takie dzieło (nawiasem mówiąc, zachęcam by zerknąć na stronę Coachingowe Love).

Zaznaczam, że mój komentarz jest wyłącznie moim subiektywnym odczuciem na temat tego, co widzę i słyszę. Nie posiadam wiedzy o intencjach twórców ani o tym, w jaki sposób i w jakich okolicznościach piosenka ta jest publikowana w szwedzkich szkołach.

Pierwszy raz zobaczyłam tę piosenkę zanim jeszcze rozpoczęłam studia z seksuologii klinicznej. Pamiętam, że mnie rozbawiła. Nie kojarzę, abym poczuła jakiekolwiek zgorszenie na myśl, że ta piosenka publikowana jest w zagranicznych szkołach. Zgorszenie poczułam, kiedy zaczęłam przeglądać komentarze pod piosenką. Niby wiem, że większość komentujących to dzieci lub sfrustrowani i posiadający nadmiar wolnego czasu hejterzy, ale jakoś mnie to dotknęło, że nie ma tam nic pozytywnego. Pomyślałam sobie „eh, Polska”.

Pamiętam edukację seksualną w mojej szkole. Zajęcia nazywały się „przygotowanie do życia w rodzinie”. Wychowawczyni bała się nam powiedzieć na forum, o czym będą te zajęcia – poinformowała, że podzielimy się na chłopców i dziewczynki, mamy być mili dla pani i zadawać jej pytania, bo później nie będzie na to okazji (sic!). Miałam na pewno więcej niż 10 lat. Pani prowadząca była równie zażenowana jak wychowawczyni, rozdała nam kosmetyczki z podpaskami i tamponami. Wyjaśniła, że podpaski układamy klejem do majtek a tampony wyciągamy z folii, powiedziała ile ml. krwi kobieta traci w czasie miesiączki, jakie leki pomagają na ból i jak powiedzieć nauczycielowi w-fu, że jest się niedysponowaną. O chłopcach nie było ani słowa, a pytania dziewczynek dotyczyły głównie tego, czy można nie chodzić do szkoły z powodu miesiączki. No tak, o co niby miałyśmy pytać nie posiadając podstawowej wiedzy? Nie pamiętam, jak to było z nauką o narządach płciowych na biologii, ale domyślam się, że więcej czasu poświęcono roślinkom i bakteriom. Aktualnie wydaje mi się to żenujące, smutne i budzi moją złość. Gdybym miała powiedzieć cokolwiek pozytywnego o takiej edukacji seksualnej, to chyba tylko „lepsze to, niż nic” 🙂

A teraz uwaga, niesmaczna historia. Już w liceum moja koleżanka zapytała mnie po cichu „Aga, czy tobie też TAM śmierdzi rybą?” Mnie to pytanie trochę rozbawiło i mówię „nie, ale wiem, że niektórym śmierdzi”. Na co koleżanka się zaniepokoiła i mówi „muszę zapytać mamę, czy tak już będzie zawsze, pójdziesz ze mną, bo mi głupio”. Oczywiście solidarnie z koleżanką poszłam i na szczęście jej mama zareagowała rozsądnie, zapewniła, że nic się nie dzieje i zapisała koleżankę do ginekologa – tak się dowiedziałyśmy o możliwości wystąpienia infekcji. Jeżeli mądre i poukładane, wychowujące się w mieście, z dostępem do internetu dziewczynki, nie miały tak elementarnej wiedzy, to kiedy miały nabyć miłość do swojej intymności? Kiedy miały się dowiedzieć, że cipka jest świetna, seks jest piękny i czysty?

Brałam kiedyś udział w takim ćwiczeniu. Kobiety miały anonimowo napisać na karteczkach, z czym kojarzy im się wagina/srom/cipka – jak kto woli. Wiecie jakich odpowiedzi uzbierano najwięcej? Z infekcją, brzydkim zapachem, bólem…Czy to nie przykre?

Miało być o piosence, a ja już zdążyłam się wyżyć hejtując braki w edukacji seksualnej…Naprawdę, winą nie obciążam rodziców. Tak naprawdę, to od niedawna kładę spory nacisk na to, że rodzice powinni edukować swoje dzieci, ale przede wszystkim jest to efekt dostosowania się do tych smutnych, polskich realiów. W krajach, w których edukacja seksualna istnieje i zmierza ku dobremu lub jest na swoim miejscu, edukacją seksualną nie zajmują się rodzice, tylko szkoła i wykwalifikowani edukatorzy. Rola rodziców jest uzupełniająca. To wspiera intymność, szczególnie u nastolatków, którym trudno ze swoją seksualnością zgłaszać się do mamy czy taty – właśnie dlatego, że to jest intymność. Żeby jednak taka edukacja nastolatka była możliwa i osiągnęła pożądany poziom otwartości, potrzebne są właśnie takie piosenki i rozmowy już z przedszkolakami czy dziećmi w szkołach podstawowych. One muszą oswoić się z tym, że rozmowa o ich ciele, o seksualności, o miłości, to coś zupełnie naturalnego. To przekonanie trzeba w dzieciakach zbudować, ale przede wszystkim, trzeba je zbudować w samym sobie.

I wreszcie o samej piosence! Mnie bardzo cieszy, że taka piosenka powstała i mnóstwo dzieci z niej korzysta. Ten tekst, że „cipka jest świetna i uwierz w to, nawet u starszej damy wygląda elegancko” pokazuje, że autorzy walczą ze światową nierównością penis vs srom. Interesujący jest dla mnie zwrot „siusiak i cipka to wspaniały gang” – pierwsze skojarzenie jest takie, że zachęcają małe dzieci do połączenia swoich miejsc intymnych, ale jestem pewna, że to tylko skojarzenie naszych dorosłych już umysłów. Sądzę, że ta piosenka jest wstępem do szerszej edukacji seksualnej, a wspomniany zwrot można świetnie wykorzystać do opowiedzenia dzieciom, skąd się biorą dzieci. Bardzo fajnym wersem jest „są tak różne, ale właściwie to taka sama rzecz„. Wiecie, że anonimowe pytania nastolatków to naprawdę bardzo często pytania wynikające z lęku, że ich penis skręca w lewo czy prawo, a srom jest większy lub mniejszy? Polska młodzież naprawdę bardzo często obawia się, że coś jest z nimi nie tak, ponieważ ich intymne miejsca nie są „jak z obrazka”.

Wizualnie dzieło jest bardzo pozytywne, choć jak dla mnie ten srom (rany, jak ja nie lubię tej nazwy) przypomina jakiegoś orzeszka. Zastanawiam się tylko, jak narysować srom, aby przypominał wyłącznie srom 😀

Nie bez powodu rozpoczęłam swój komentarz od omówienia edukacji w polskich szkołach (jestem już po trzydziestce i zapewniam, że nic się w tej dziedzinie nie zmieniło). Na dzień dzisiejszy z przykrością stwierdzam, że tak z marszu, to ani my, ani nasze dzieci, nie jesteśmy gotowi na publikowanie tej piosenki – nawet podczas zajęć edukacyjnych realizowanych prywatnie, poza szkołą. Osobiście nie odważyłabym się tego zrobić, ponieważ mimo starań nawet najbardziej wyedukowanych i chętnych do współpracy rodziców, wydźwięk społeczny wokół seksualności dziecka jest jeszcze zbyt silnie nacechowany wstydem i lękiem.

Czy pokazałabym taką piosenkę swojemu dziecku? Oczywiście, że tak.

Czy zalecam pokazywanie jej dzieciom? Tylko pod kilkoma warunkami. Po pierwsze, rodzic musi być z tą piosenką na tyle oswojony, aby nie czuć już zażenowania ani rozbawienia, kiedy ją ogląda. Dziecko czyta nasze reakcje i współodczuwa. Po drugie, piosenka nie powinna być wstępem do edukacji seksualnej. Taka piosenka jest super wtedy, kiedy dziecko rozumie już pytanie „czy chcesz zobaczyć, jaką piosenkę nagrano w Szwecji, żeby pokazać dzieciakom penisa i waginę / siusiaka i cipkę„. Uważam, że w naszych warunkach powinniśmy mieć dziecięcą zgodę na taki obrazek, aby nie wpędzić malucha w niepotrzebne zawstydzenie i nie stworzyć mu poczucia pułapki. Po trzecie, rodzic powinien być otwarty na opowiedzenie, dlaczego pokazuje dziecku tę piosenkę i po co tę piosenkę nagrano. Warto zapytać dziecko, czy mu się podoba, co mu się podoba. I jak zawsze – jest to super okazja do przypomnienia zasad intymności 😉

Sądzę, że wśród rodziców są tacy, którzy pokazali dziecku tę piosenkę po to, by sprawdzić jego reakcję. Nie temu ona służy. Przestrzegam przed tworzeniem dzieciom takich pułapek, to narusza ich prawo do intymności.

Choć mi się ta piosenka podoba, to nie uznaję jej za „must have” dziecięcej edukacji seksualnej 🙂 Myślę sobie, że w Polsce mogłaby być fajnym wstępem do edukacji rodziców i nauczycieli, ale tak jak powiedziałam – to nie Nasza wina, że wciąż tak nam daleko do normalizacji seksualności małego człowieka.

Mam nadzieję, że SeksMisja z Psychologiem jest Wam pomocna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *