Seksuologia

Współspanie w kontekście potrzeb dzieci i rodziców.

Dzień dobry Kochani! Przygotujcie się na dłuuugi post!

Dzisiejszy wpis porusza trudny temat, budzący mnóstwo kontrowersji, szczególnie wśród matek. Również zdania specjalistów są w tym temacie podzielone, co dodatkowo pogłębia internetowe burze. Pamiętajcie więc, że wiedza, którą Wam dziś oferuję, jest nie tylko moim punktem widzenia, ale opiera się również o wiedzę autorytetów w dziedzinie seksuologii. I kiedy mnie do niej przekonywano, również miałam w sobie sprzeczne uczucia. Dopiero praca z dziećmi uświadomiła mi, jak wiele sensu niesie za sobą poddanie pod wątpliwość i rozważenie, czy współspanie z dzieckiem jest dobre dla Waszej rodziny.

Jestem zdania, że o dzieciach należy uczyć się od tych, którzy pracują z dorosłymi – to oni najlepiej znają konsekwencje postępowania z dzieckiem. Szczerze przyznaję, iż przedstawione przeze mnie stanowisko nie jej poparte badaniami (przynajmniej ja takich badań nie znam). Opiera się o doświadczenie seksuologów, od których miałam przyjemność się uczyć, moje doświadczenie oraz obserwację.

Bez względu na płeć dziecka, najczęściej zdarza się, że osobą wspierającą sen z dzieckiem jest mama. Spotkałam sporo rodzin, w których dziecko śpi z rodzicami, ale mój największy niepokój budziły sytuacje, w których matki eksmitowały ojców z sypialni, by zaprosić do niej swoje dziecko, bądź porzucały ojca w sypialni na rzecz spania w pokoju dziecka. Osobiście nie spotkałam się z sytuacją, w której to ojciec zdecydowałby się na współspanie z dzieckiem, odsuwając przy tym partnerkę, jednak zapewne są domy, w których powstają również takie okoliczności.

W kwestii konsekwencji co-sleepingu (choć niesie on za sobą również poparte badaniami zyski), to są one różne uwzględniając kwestię płci. Znaczenie ma fakt, czy dziecko śpi z rodzicem płci przeciwnej, czy własnej. Nie znalazłam na ten temat żadnych istotnych badań, ale w praktyce zdecydowanie częściej spotykam się z matkami upierającymi się przy konieczności spania z synem, niż córką. Odwrotnie – rzadko, ale jeśli już ojciec upierał się przy niechęci do wyeksmitowania dziecka z sypialni rodziców, to tym dzieckiem była dziewczynka. Czy może to tylko moje przewrażliwienie?

Zaznaczam, że czymś innym jest dla mnie układanie się dorosłego do snu z dzieckiem w jednym łóżku, a czymś innym godzenie na nocne wycieczki dziecka do sypialni rodziców. O tyle, o ile według przedstawianej mi na studiach wiedzy, druga sytuacja nie jest idealną, to ja pracując z dziećmi nigdy znacząco nie ingerowałam w tę kwestię, jeśli miała miejsce do piątego roku życia dziecka. Układanie się z dzieckiem do snu, „porzucanie partnera na rzecz dziecka”, bądź porzucanie relacji damsko – męskiej, by zaprosić dziecko do spania między rodzicami, jest jednak sytuacją, której w rozmowach z rodzicami poświęcam już więcej uwagi.

To, w jaki sposób dzieci są usypiane, to jest odmienna sprawa, natomiast zachęcam, by było usypiane przez oboje rodziców, naprzemiennie. Usypianie dziecka powinno zajmować od 10 do 30 minut. Jestem zwolennikiem usypiania dziecka wtedy, kiedy ujawnia ono oznaki senności – usypiając je w zgodzie z zegarkiem może o zająć więcej czasu.

Były lata, w których wielu specjalistów uznawało co – sleeping za coś potrzebnego do budowania integralności z dzieckiem oraz prawidłowej relacji emocjonalnej. Niektórzy twierdzili, iż jest to niezbędny element budowania bliskości z dzieckiem. Często używaną argumentacją było porównanie ludzi do innych ssaków, gdzie w zdecydowanej większości matka śpi otoczona potomstwem. Pragnę jednak zaznaczyć, iż dziecko przez czterdzieści tygodni ciąży buduje integralność z matką i z tą integralnością przychodzi na świat – dlatego właśnie przez pierwsze 4 – 6 miesięcy życia dziecka, rolą ojca jest opiekowanie się matką dziecka. W pierwszych miesiącach życia, dziecko ma tak bardzo zbudowaną integralność z mamą, że czerpie z jej emocji, jej pokarmu, jej postawy, a tata ma maluchowi niewiele do zaoferowania. To tata musi pracować na zbudowanie relacji i bliskości z dzieckiem, a udaje się to poprzez otaczanie rodziny miłością, przytulanie, troskę, zabawę – współspanie nie jest do tego niezbędne. Porównanie ludzi do innych ssaków i odwoływanie się do natury jest w mojej ocenie argumentem wyjątkowo nietrafionym, bowiem w przypadku kotów, koni czy małp, budowanie prawidłowego modelu rodziny nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Koty często wyprowadzają się porzucając młode, chomiki zagryzają swoje dzieci, gdyż rodzą ich więcej, niż są w stanie wykarmić, może więc na wszelki wypadek nie bierzmy ich za wzór postępowania 🙂 Nie wymienię tutaj wszystkich zalet współspania z Maluchem, ale niewątpliwie ułatwia ono karmienie piersią, sprzyja utrzymaniu optymalnego stanu fizjologicznego (oddech, rytm pracy serca, temperatura), wspiera spokojny sen dziecka.

Wiele matek czytając o udowodnionych naukowo zaletach współspania, zastanowi się, czy nie powinna pójść za tymi badaniami. Lada moment urodzi się moja córka i ja tych wątpliwości zupełnie nie mam. Dlaczego? Ponieważ w swojej pracy z dziećmi i ich rodzicami, prędzej czy później wychodziło nam, że współspanie byłoby może i dobre, gdyby rodzice mieli choć trochę więcej czasu w ciągu dnia i mogli spokojnie pokazywać dziecku jak wygląda prawidłowy model rodziny. Ponadto, choć internetowe doniesienia przekonują, że tak nie jest, to ja nie spotkałam się z sytuacją, w której relacja erotyczno – partnerska rodziców nie ucierpiałaby na rodzinnym co – sleepingu. I nie mam do siebie wystarczająco dużo zaufania, by mieć pewność, że moje spanie z dzieckiem nie poszłoby w kierunku „upupiania” malucha.

Jaki jest zatem prawidłowy model pełnej rodziny? Otóż mama i tata są parą, stanowią wspólny front. Kochają swoje dziecko, troszczą się o nie, jednak nadal wybierają siebie. Dziecko jest mamy i taty. Mama jest kobietą taty, tata jest mężczyzną mamy. Czyli nie jest tak, że córka jest taty – córka jest mamy i taty, co należy wyraźnie zaznaczać. Synek nie jest mamy – on jest mamy i taty. Dziecko jest wspólne. Dla mamy na wyłączność jest tylko tata i odwrotnie – nie ma córeczki tatusia (to jest zaburzający zwrot, ponieważ małe dzieci nie rozumieją jeszcze przenośni i takie słowa traktują dosłownie, wchodzą więc w rywalizację z mamą, by zawalczyć o podtrzymanie swojego statusu). Ten model nie dotyczy tylko spania, dotyczy wszelkich aspektów życia dziecka.

Czym dla dziecka jest spanie z rodzicem? Kilka razy już zaznaczałam, że nie ma takiej ilości uwagi dla dziecka, którą ono uzna za wystarczającą. Najczęstszą przyczyną, dla której dzieci zabiegają o wspólny sen, jest zapotrzebowanie na uwagę, bliskość, ochronę. Spanie z dzieckiem ma swój udział w okazywaniu dziecku miłości i bliskości. Potrzeby te są bardzo ważne, jednak warto zastanowić się, czy aby je zaspokoić, konieczne jest spanie z dzieckiem?

Czym dla rodzica jest spanie z dzieckiem? Bardzo różnie. Zdarza się, że rodzice nie chcą już spać z dzieckiem, ale kiedy ono już się tego nauczyło, trudno jest im to zmienić. Zdarza się, że rodzice realizują w ten sposób swoją potrzebę bliskości i miłości. Spotykam mamy, które najpierw proszą o rady dotyczące przerwania współspania, a kiedy już zaczynają pracę nad powrotem do sypialni, okazuje się, że ich dziecko radzi sobie z tym dużo lepiej niż one. Niestety, są również dorośli, którzy w ten sposób unikają bliskości z partnerem/ partnerką, dziecko jest ich wymówką. Są rodzice obciążeni lękami, dla których spanie z dzieckiem wiąże się z ich rozumieniem zapewnienia bezpieczeństwa. Motywacje rodziców są zdecydowanie bardziej skomplikowane, niż motywacje dzieci 🙂

Jak wspomniałam wcześniej, dzieci odbierają komunikaty wprost i nie uwzględniają wielu okoliczności. Ryzykownym jest, gdy chłopiec śpiący z mamą dostaje komunikat „ja jestem twoja, a ty mój”. W sposób naturalny zaczyna wówczas ujawniać zazdrość o mamę i rywalizuje o nią z tatą (tak samo działa to na odwrót, ale ojcowie rzadko porzucają partnerki na rzecz spania z córką). Maluch w żaden sposób, nigdy nie powinien czuć, że rodzić mentalnie porzuca drugiego rodzica, na rzecz dziecka. Zdarza się, że dziecko zbyt długo tkwi w symbiotycznej relacji, która jest niepokojąca, kiedy dziecko może być już samodzielne, ale na wszelki wypadek nie odkleja się od mamy. Dziecko ma mniejszą szansę, by zmierzyć się z typowymi dla rozwoju dziecięcego lękami.

Czy to wszystko powoduje, by nie spać z małym dzieckiem? Powiem od siebie – mi jest zdecydowanie bliżej do modelu oddzielnego spania z dzieckiem i z podziwem przyglądam się rodzicom, którym się to udaje. W praktyce psychologa uważnie przyglądam się motywacji dzieci i rodziców, która skłania ich do dzielenia sypialni z dzieckiem oraz robię analizę zysków i strat. Choć co – sleeping ma swoje sprzyjające badania, to nigdy jeszcze nie spotkałam się z sytuacją, w której rodzice w efekcie nie byli zadowoleni z wyprowadzenia dziecka do własnego łóżeczka. Nie spotkałam się również z sytuacją, w której niezaspokojoną, dziecięcą potrzebę bliskości za dnia, udało się nadrobić podczas nocy. Zdarza się, że podczas usypiania udaje się zaspokoić potrzebę posiadania rodzica na wyłączność. Jest to potrzeba zupełnie zrozumiała, jednak by ją zaspokoić, wystarczy pobyć z dzieckiem do chwili zaśnięcia. Kluczowe jest dla mnie, czy współspanie z małym dzieckiem odpowiada wszystkim domownikom. Jeśli nie – wprowadzamy plan zmiany.

Sytuacją niepokojącą jest dla mnie okoliczność spania z większym dzieckiem (wiek szkolny) lub nastolatkiem. Wtedy już z pełną stanowczością mogę zapytać – po co? Jakie i czyje potrzeby realizujemy? Czego uczy się nasze dziecko, a czego się nie uczy?

Ze skrajnych sytuacji, opisanych w studium przypadków psychoterapeutów – mężczyzna spał z matką do 14 r.ż. W dorosłości nie najlepiej radził sobie w związkach damsko – męskich. Wybierał kobiety przypominające matkę. Do gabinetu zgłosił się z powodu zaburzeń erekcji – ciało kobiety nie było dla niego na tyle atrakcyjne, by podniecać. To nie jest jeden znany terapeutom seksualnym przypadek. Takich mężczyzn jest wielu – niektórzy cierpią uznając siebie za homoseksualistę, choć homoseksualistami nie są. Inne przypadki, to przypadki tzw. „maminsynków” – tu nie będę się rozpisywać, ponieważ wiecie, iż mają oni poważny kłopot z byciem szczęśliwym i uszczęśliwianiem. Kolejne – dziewczynki, u których spanie z rodzicem zahamowało rozwój seksualny do tego stopnia, że nie miesiączkowały, dopóki nie otrzymały możliwości samodzielnego snu. To już są poważne przeciwwskazania do spania z „większym” dzieckiem – bo wiadomo, że dla nas siedmiolatek, to jeszcze szkrab 🙂

Post już i tak jest długi, a pozostaje nam jeszcze do omówienia sprawa intymności rodziców. Względy medyczne mówią, że kobieta może wrócić do seksu około 6 tygodni po porodzie. Zdarza się, że kobiety tego potrzebują i z przyjemnością korzystają z chwili, kiedy jest już to możliwe. Czasami jest wręcz odwrotnie. Daleko mi do współczesnego feminizmu i z pełną otwartością uznaję, iż jeśli kobieta nie jest gotowa, to nie należy na nią naciskać ani jej zmuszać, jednak można od niej oczekiwać, iż uzna tę sprawę za ważną i zrobi wszystko co może, aby przepracować ten problem i wrócić do relacji łóżkowej. I choć wiem, że nawet te trzy miesiące po porodzie, kobieta obciążona jest kosmiczną ilością oczekiwań, ma prawo jeszcze nie czuć się ze sobą dobrze i ma poważne argumenty przemawiające za niechęcią do seksu, to nadal pozostaję przy tym, że powinna uznać tę sferę życia za równie ważną, jak karmienie piersią. Co to ma wspólnego ze spaniem z dzieckiem? Po pierwsze, jak już wspomniałam wcześniej, mama ma wtedy wymówkę od bycia sam na sam z tatą i również sobie wmawia, iż jest to poważny argument przemawiający za abstynencją seksualną. Po drugie, mama nie odrywa się od dziecka – nie dość, że spędza z nim cały dzień, to jeszcze bacznie czuwa czując na sobie jego oddech nocą. A ja bym chciała, żeby mamy odpoczywały, szczególnie kiedy odstawią już malucha od piersi.

Relacja partnerów – rodziców jest szczególna. Każde z nich czuje zmianę, ma swoje lęki i niepokoje. Bo przecież zmiany, jakie niesie za sobą przyjście na świat dziecka, są ogromne. Zawsze zachęcam rodziców, by zostawili sobie pewne rytuały, które łączyły ich przed przyjściem dziecka na świat. Po co? Po to, by oprócz roli rodziców, mogli również pełnić rolę partnerów i kochanków. Po to, by pobyli jeszcze od czasu do czasu beztroscy, by mogli pogadać o sprawach innych niż postępy dzieci, by nadal mieli wspólne plany, marzenia, potrzeby i priorytety. To właśnie wtedy zaczyna się poważna praca nad związkiem, wielka próba. Znam realia rodzin i wiem, że często jedyną okolicznością, w której rodzice mogą powiedzieć sobie „uff, jesteśmy ze sobą”, to chwila, w której dziecko śpi, a oni są już w łóżku. Bardzo często, kiedy poświęcają dziecku od kilku do kilkunastu godzin dziennie, nie dają sobie tych 20 minut wspólnego odprężenia i dbania o związek, ponieważ decydują się na co – sleeping.

Jeszcze jakiś czas temu nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że dobrze jest, kiedy to rodzice są dla siebie najważniejsi, ale w pewnym sensie to prawda. Choć oczywiście nie zachęcam do stopniowania ważności członków rodziny – raczej chodzi o to, aby nie byli dla siebie nawzajem mniej ważni, niż ich dziecko. Pamiętajmy, że maluch nie uczy się miłości tylko poprzez jej odczuwanie. Przede wszystkim czerpie z postawy rodziców, obserwowania, że się kochają. Pomyślcie, czy z czystym sumieniem możecie powiedzieć sobie „moi rodzice się kochali” i jeśli nie – jak się z tym czujecie? Bo nie mam wątpliwości, że rosną Wam serca, kiedy powiecie sobie, że Wasi rodzice darzyli się miłością i potrafili ją sobie okazywać.

Może się tak zdarzyć, że po narodzinach dziecka, coraz trudniej rodzicom widzieć w sobie kochanków czy partnerów. Kobieta jest coraz mniej eteryczna i najlepiej jak potrafi przyjęła rolę mamy, mężczyzna często nieobecny, a jeśli obecny, to w roli taty. Zapewne nikt z Was nie ma wątpliwości co do tego, że nie jest to sytuacja idealna. Wszystkie chcemy czuć się kobieco i atrakcyjnie. Tak już jest zbudowany nasz kobiecy świat, że nasze poczucie atrakcyjności w dużej mierze związane jest z tym, jak widzi nas nasz partner. Czy jego postrzeganiu partnerki w roli swojej kobiety nie sprzyja intymność, wspólna sypialnia i wolne od dzieci łóżko? Nie twierdzę, że to dotyczy wszystkich mężczyzn i kobiet, ale żeby o tym wiedzieć, trzeba ze sobą rozmawiać. A żeby rozmawiać, trzeba mieć ku temu warunki.

W mojej duszy gra spanie dziecka w swoim łóżeczku, a rodziców we wspólnym łożu. Uważam, że jest to bezpieczne dla dziecka i wiąże się z szeroko rozumianym dbaniem o związek rodziców. Przyjmuję, że wiele osób ma odmienne stanowisko w tej sprawie i szanuję to, ale pod pewnymi warunkami. Co – sleeping nie może służyć „upupianiu” malucha, musi odpowiadać wszystkim członkom rodziny, nie może zaburzać pokazywania dziecku zdrowego modelu rodziny i nie może przeciągać się w nieskończoność. Nie może również prowadzić do rezygnacji rodziców z realizacji swoich potrzeb seksualnych i emocjonalnych. Jeśli macie przekonanie, że u Was właśnie tak jest – nic mi do tego. Moją rolą jest tylko przedstawienie swojej wiedzy i doświadczenia. Życzę Wam, abyście wykorzystali tę wiedzę w najbardziej użyteczny dla Waszych rodzin sposób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *