Z serca SeksMisji

Rola mężczyzny w decyzji o aborcji.

Do mężczyzn o aborcji.

Dzisiejszy wpis jest wyrazem mojego systemu wartości. Nie chcę Was o niczym przekonywać, nic udowadniać ani o nic się spierać. Jestem absolutnie ostatnią osobą, która miałaby Wam mówić jak macie żyć czy jak macie myśleć. Chcę pokazać, jak różne mogą być sposoby widzenia jednej sprawy i jakie to ważne, aby pozwolić sobie na przemyślenia dalekie od ataku mediów czy społeczeństwa.

Jakiś czas temu o temacie aborcji było w kraju bardzo głośno. Tysiące kobiet wybrały się na marsze „w obronie praw kobiet”. Były tam również moje koleżanki. Krzyczały, niosły transparenty, powtarzały zasłyszane slogany o tym, jak źle jesteśmy traktowane. Kiedy przedstawiałam im swój punkt widzenia, byłam „psychokatolką”, „ignorantką” lub „pisowcem”. Nie było mi przykro tylko dlatego, że kiedy pytałam je, czy przeczytały choć jedną z propozycji ustaw lub zapoznały się przynajmniej z bieżącą, okazywało się, że nie mam partnerek do dyskusji, ponieważ tego nie zrobiły. Śmiałam więc uznać, że wykrzykiwane na marszach słowa nie były wynikiem decyzji opartej na wiedzy. I to jest smutne zjawisko. Bo ja w pełni przyjmuję, że mnóstwo kobiet ma inne stanowisko w sprawie aborcji, niż ja. Szanuję to, ale coś mi zgrzyta, kiedy to stanowisko nie jest wynikiem wiedzy opartej na rzetelnym źródle, innym niż nagłówki wyświetlane na facebooku.

Nie jestem zupełnym zwolennikiem zaostrzenia przepisów „aborcyjnych”, jednocześnie jestem zdecydowanym przeciwnikiem projektu liberalizacji tych przepisów. To jest moje zdanie, do którego mam pełne prawo. Nieistotne, które zapisy jednego i drugiego projektu uważam za słuszne. Piszę, żeby dać znać, co budzi mój największy gniew i sprzeciw.

Rola ojca znacząco ewoluowała w ostatnich latach. W systemie rodzinnym mężczyźni zrobili tak duże postępy, że niestety muszę stwierdzić, że my, kobiety, nigdy w historii nie zrobiłyśmy takich postępów. Panowie otworzyli się, pojawili się na placach zabaw, w szpitalach, na wywiadówkach. Odbierają dzieci z przedszkola, odrabiają z nimi lekcje, znają nauczycieli. W tak krótkim czasie przewartościowali swoją rolę w rodzinie. Podziwiam to zjawisko i szanuję. Nie jest prawdą, że tak się stało, ponieważ kobiety poszły do pracy. Nasze babki, matki, również w większości pracowały, a nasi dziadkowie i ojcowie z rzadka pełnili swoją rolę w sposób oczywisty dla większości współczesnych mężczyzn. Panowie zrobili wielki krok w stronę rodziny, nie wolno im tego odebrać.

W tym miejscu pojawia się we mnie uczucie wstydu. Wstyd mi za Was Panowie, że dotychczas nie usłyszałam Waszego sprzeciwu w sprawie braku jednego zapisu bieżącej czy jednej z dwóch proponowanych ustaw aborcyjnych. Wstyd mi, że dotychczas nie usłyszałam, aby jakikolwiek mężczyzna powiedział, że sprawa aborcji to również jego sprawa i jego odpowiedzialność. Wstyd mi, że pozwoliliście wziąć za pewnik, że nie będziecie chcieli narodzin swojego dziecka, jeśli matka dziecka tego nie zechce. Cieszę się, że zgodnie z własnym sumieniem towarzyszyliście kobietom w czarnych czy białych marszach, ale jest mi niezmiernie przykro, że nie podnieśliście kwestii swojego prawa do decydowania o narodzinach Waszego dziecka, którego dotychczas nie mieliście i nadal nie macie. Nie wierzę, że jest to Wam obojętne.

Żyjemy w kraju, w którym prawo zakłada, że żaden mężczyzna nie zechce wychowywać swojego niepełnosprawnego dziecka. Aktualnie wystarczy tylko decyzja matki dziecka i lekarza, aby usunąć ciążę. Żyjemy w kraju, w którym kobiety maszerują argumentując liberalizację słowami „moje ciało, moja sprawa” z założeniem, że narodziny nawet w pełni zdrowego dziecka nie mogą być istotne dla ojca dziecka. Jednocześnie, te same kobiety oczekują, iż po narodzinach dziecka chcianego przez matkę, tatusiowie będą pełnić swoją rolę zgodnie z bieżącymi zwyczajami, czyli w pełni.

Panowie, dlaczego się nie sprzeciwiacie? Wśród moich bliskich słyszę tylko „bo każdy facet wypowiadający się w sprawie aborcji jest okrzyknięty zabójcą kobiet oraz ich praw”. Dla mnie to nie argument. Dla mnie, jesteście tak ważni, cenni i potrzebni, że chcę, byście uznali swoje prawo do wypowiedzi na temat Waszego prawa do decydowania o swoim dziecku, nawet jeśli ono jeszcze się nie urodziło.

I od razu zaznaczam, że nie chodzi mi o to, żeby pedofil decydował o przebiegu ciąży swojej czternastoletniej ofiary, dostrzegam te szarości i wiem, że na nie również należy zwrócić uwagę i pochylić się nad niestandardowymi sytuacjami.

Jestem teraz w ciąży, której razem z partnerem bardzo chcieliśmy. I dla nas życie dziecka zaczęło się w dniu, kiedy otrzymałam wynik podwyższonego BetaHCG. Nie wyobrażam sobie, że mój partner nie może współdecydować o tym, jak dbam o siebie w ciąży. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mówimy „mężczyzna nie ma prawa zabronić kobiecie w ciąży pić alkoholu, bo to moje ciało i moja sprawa”. Uważam, że mężczyźni robią postępy, a feministyczne slogany cofają ten progres. Uważam, że współczesne feministki tworzą walkę mężczyźni vs kobiety, człowieka widząc tylko w kobietach. A ja chcę promować równość w każdym aspekcie naszego wspólnego życia, w tym wspólną odpowiedzialność. I jestem dumna z mężczyzn, jednocześnie wnosząc apel o kolejny krok – dajcie sobie prawo do decydowania o swoim dziecku i walczcie o to prawo.

Tyle z mojego serca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *